Czas na długą noc — pożegnanie słońca w Budnikach

Budniki (fot. Szymon Matuszyński)

Choć od koła podbiegunowego dzieli nas wiele kilometrów, to również w Polsce możemy doświadczyć namiastki nocy polarnej. Kilka miesięcy bez światła dziennego jak to możliwe? Poznajcie Budniki, małą miejscowość położoną pośród gór, w której tradycyjnie, pod koniec listopada mieszkańcy żegnają słońce, które zajrzy tutaj dopiero wiosną.

Na całym świecie ludzie nie mogą się doczekać Bożego Narodzenia i Sylwestra, tymczasem w Karkonoszach trwa odliczanie do nietypowego wydarzenia, którym bez wątpienia jest „Pożegnanie słońca w Budnikach”. Osada powstała jeszcze w XVII wieku, a jej mieszkańcy mimo surowych warunków przez wiele dekad żyli w zgodzie z rytmem wyznaczanym przez naturę i przede wszystkim słońce. 

Budniki — zagadkowa osada w Karkonoszach

Ta niewielka i współcześnie nieistniejąca osada leży na północnym zboczu Kowarskiego Grzbietu. Jej początki sięgają czasu wojny trzydziestoletniej. Kiedy chroniący się mieszkańcy Karpacza, Kowar oraz Wilczej Poręby stworzyli zabudowania nieopodal potoku Malina, na wysokości około 850 m n.p.m. Na początku nazywano ją  Leśne Budy (niem.Forstbauden) później zaczęto używać określenia Forstlangwasser, czyli Leśny Długi Strumień. 

Osadnicy zajmowali się głównie hodowlą bydła, wyrobem produktów mlecznych, a także pracami leśnymi. Trudne warunki pozwalały na uprawę jedynie niewielkich kawałków ziemi, z których pozyskiwano warzywa. Nieco łatwiej było z sadami, a pojedyncze drzewa owocowe do dzisiaj można spotkać w pobliżu skrzyżowania żółtego i zielone szlaku.

Budniczanie wiedli bardzo proste, niemal ascetyczne życie. Brakowało tu żywności, ubrań i obuwia. Z przekazów wiadomo, że mieszkańcy sąsiednich miejscowości nie pozostawali obojętni na ich los. W pomoc górskiej osadzie angażowały się m.in hrabina von Reden (do której należała wieś Bukowiec), Hrabina Radziwiłłówna, a później jej córka Wanda Czartoryska z Kowar, które otaczały troską przede wszystkim najmłodszych.

Od przemytu do marzeniach o uranie

Planując wędrówkę po Karkonoszach, prawdopodobnie natknęliście się na “Tabaczaną Ścieżkę”? Dzisiaj to ważny szlak komunikacyjny, nie inaczej było w poprzednich stuleciach, choć przeznaczenie tej drogi nieco się zmieniło. Po jednym z konfliktów na Śląsku droga zaczęła pełnić dość strategiczną funkcję, stała się miejscem przemytu między innymi…tytoniu, któremu zawdzięcza swoją nazwę.

Z każdym stuleciem osada powoli znikała wśród górskiej roślinności. W XIX wieku miejscowość liczyła około 100 domów, a także funkcjonowały dwie gospody i schronisko Forstbaude. Jeszcze w latach 40 XX wieku mieszkało tu ponad 30 osadników. Dziś trudno znaleźć nawet fundamenty dawnych budynków. W latach 50 powstał pomysł o stworzeniu kopalni uranu. Poszukiwacze cennego pierwiastka przybyli w Karkonosze, lecz wizja o wielkim przemyśle wydobywczym szybko okazała się niewypałem. Po eksplorowaniu tych skał pozostały ślady w postaci sztolni. 

W ostatnim czasie dzięki zaangażowaniu mieszkańców, lokalnych aktywistów i władz rozpoczęto przywracanie pamięci o karkonoskiej osadzie sprzed kilku dekad. Powstała także grupa Miłośników Budnik, która za główny cel obrała sobie upamiętnienie ciekawej historii, a także promocję regionu. W ramach budżetu obywatelskiego powstały tablice informacyjne oraz wiata. We współpracy z Nadleśnictwem i PTTK oznakowano szlaki biegnące przez dawne Budniki.

Ostatnie promyki przed rozłąką

Choć położenie między czterema szczytami — Skalnym Stołem (1281 m n.p.m.), Czołem (1266 m n.p.m.), Wołową Górą (1033 mn.p.m.) i Izbicą (856 m n.p.m.) - dostarcza wyjątkowych widoków, a mieszkańców otaczało krystalicznie czyste górskie powietrze i przede wszystkim naturalna bariera przed wrogiem, szczególnie zimą panowały tu surowe warunki. Dawni mieszkańcy Budnik wspominają, że każdego roku pokrywa śnieżna była tak gruba i zbita, że komunikacja między domami stawała się wyzwaniem. 

Jednak największym ograniczeniem był brak słońca, które każdego roku „znika” za masywem Grzbietu Kowarskiego na 113 dni. Przez blisko 4 miesiące życie w Budnikach toczyło się (dosłownie) w cieniu gór. Nietypowe zjawisko zaczęło być także powodem do urządzania niewielkiego świętowania w okolicach 26 listopada, gdy żegnano promienie i 19 marca, gdy stęsknieni słońca mieszkańcy z radością je witali. Symbolem tych wydarzeń stała się lampa naftowa. 

Pożegnanie słońca w Budnikach 2022

Kilka lat  temu tradycja pożegnania słońca w Budnikach wróciła do karkonoskiego kalendarza, regularnie zyskując nowych sympatyków. Tegoroczne świętowanie odbędzie się w najbliższą sobotę, 26 listopada. Organizatorzy zapraszają wszystkich na wspólną wędrówkę do Budnik. Zbiórka  o godzinie 9:00 na parkingu przy ul. Wilczej 1 w Karpaczu (DW Krucze Skały) oraz przy ulicy Górniczej 22 w Kowarach (DW Przedwiośnie).

W programie intrygujące historie i legendy opowiadane przez dawnego osadnika, oprowadzenie po szlaku Miłośników Budnik, ognisko (prowiant we własnym zakresie) i niespodzianka.  Więcej informacji, a także ciekawostek związanych z karkonoską osadą znajdziecie na tej stronie.

Jak dotrzeć do Budników bez przewodnika?

Oczywiście Budniki możecie odwiedzić w dowolnym, wygodnym dla Was terminie. Do wyboru macie kilka tras, a sama wyprawa do dawnej osady nie jest uważana za trudną i spokojnie da się ją pokonać z dziećmi. Z Kowar można wyruszyć żółtym szlakiem spod dawnego dworca kolejowego. Wędrówka o długości 6,4 km średnio trwa 2h 20 min.

Z Karpacza do Budnik dostaniemy się po przejściu 6,2 km zielonym szlakiem spod Centrum Informacji Turystycznej (dawny dworzec kolejowy). Kolejnym wariantem jest start z Karpacza- Białego Jaru, długość tej trasy to  6,4 km, a do jej pokonania potrzebujemy około 2 godzin.


Asia Sobów

Next
Next

Fantastyczny Dolny Śląsk na długi weekend